Zawsze myślałam, że słowa typu "niestety", "z żalem", "skrzywdzić", "pragnąć", "tęsknić", "martwić się" to odległe, kiczowate science-fiction i występują tylko w tanich książkach i filmach. Myślałam, bo teraz ciągle dzieje się coś niestety, ciągle stwierdzam coś z żalem, ciągle kogoś krzywdzę, ciągle czegoś pragnę, ciągle za kimś tęsknię, ciągle się o coś martwię.
Bo teraz ciągle chyba muszę być dorosła.
A mam dość. Ile ja bym dała za kilka dni, tygodni, miesięcy
na bezludnej wyspie... Żeby świat zapomniał o mnie, żebym ja mogła zapomnieć o świecie. Żeby ktoś wyłączył mi umysł, myśli i zostawił tylko odczuwanie świata. Żeby się porządnie wyspać. Żeby przesłuchać wszystkie zaległe płyty świata i przeczytać wszystkie zaległe książki świata. Żeby zniknąć, schować się.
A najśmieszniejsze jest to, że tylko na chwilę, bo przecież chcę za niedługo wrócić do tej, kurwa, dorosłości, która z pasją dobija każdego dnia. Bo przecież zazwyczaj mi się podoba.
"....I wish that I could just be brave
I must become a lion-hearted girl
Ready for a fight
Before I make the final sacrifice..."
M.:"Brak mi liceum, wtedy jedzenie było codziennie, a A. była typową blondynką."
Zapewniam, jestem. Z dumą potwierdzam tezę, że to nie kolor włosów, to
stan umysłu...:
A. (na makro): Słaby wynik Europy to skutek słabego wyniku Francji...
Rozmowa mentalnych blondynek:
P.: Ej, gdzie się podział mój lód?
A.: (pełna powaga): Może się rozpuścił?
Rany, jak mi tego wszystkiego brakuje!
PS. I nawet udało mi się w weekend nikogo nie zabić.
PS2. Wszystkiego najlepszego z okazji krukospodlatarniwstania! :)
PS3. Może faktycznie jestem jak lodówka! ;)